Rutyna? Brzmiało mi to jak nuda
Szczerze? Przez długi czas słowo „rutyna" działało na mnie jak zimny prysznic. Kojarzyło mi się z szarą codziennością, z zegarkiem na ścianie i tymi samymi makaronami co środa. Byłem przekonany, że dobry tata to taki, który zaskakuje – wycieczka w ostatniej chwili, lody przed kolacją, film w środku tygodnia. Spontaniczność równa się świetny tata. Logiczne, prawda?
No właśnie – nie do końca. Mój syn Kacper miał wtedy może sześć lat, kiedy pewnego wieczoru zapytał mnie zupełnie serio: „Tato, czy jutro też mi poczytasz przed snem?". Nie poprosił o lody. Nie o wycieczkę. Chciał wiedzieć, że jutro też będzie to samo. I wtedy coś do mnie dotarło.
Bezpieczeństwo zamiast niespodzianek
Dzieci nie potrzebują nieustannych atrakcji. One potrzebują przewidywalności. Brzmi banalnie, ale naprawdę zmienia wszystko. Kiedy dziecko wie, czego się spodziewać – że po szkole jest przekąska, że w piątek wieczór oglądamy razem film, że tata całuje na dobranoc i mówi „śpij dobrze, człowieku" – czuje się bezpieczne. A bezpieczne dziecko to dziecko, które śmielej eksploruje świat.
Psycholodzy mają na to ładne słowo: „kotwice". Rytuały działają jak kotwice w codziennym chaosie. Dla nas, dorosłych, też zresztą – bo ile razy czułeś, że dzień się sypie, ale wieczorna kawa z żoną po uśpieniu dzieci jakoś cię pozbierała? No właśnie.
Nasze rytuały – nie idealne, ale nasze
Nie zamierzam ci tu sprzedawać wizji perfekcyjnej rodziny z Instagrama. U nas też bywa chaos. Ale kilka rzeczy ugruntowało się na dobre i – powiem wprost – jestem z nich dumny:
- Piątkowe „filmowe wieczory" – każdy z dzieci wybiera film raz na dwa tygodnie. Byłem zmuszony obejrzeć „Encanto" chyba cztery razy. Przeżyłem.
- Sobotnie śniadanie razem – bez pośpiechu, bez szkoły, bez zegarków. Jajecznica albo naleśniki, zależy od humoru. To jest nasz czas.
- Czytanie przed snem – zaczęło się od tego pytania Kacpra. Teraz czytamy co wieczór, nawet jeśli to tylko pięć minut. Nawet jeśli jestem zmęczony jak zombi.
- „Jak minął dzień?" przy kolacji – proste pytanie, ale zadajemy je regularnie. Dzieci zaczęły same pytać nas o nasze dni. Tego nie planowałem – samo wyszło.
Skąd wziąć czas na rytuały, skoro nie ma czasu na nic?
Tu zatrzymuję się, bo wiem, co myślisz. „Łatwo gadać, jak mam dwa etaty, dzieci w trzech aktywnościach i remont w toku." Masz rację – czas to luksus. Ale rytuały nie muszą być wielkie. Naprawdę.
Rytuał to może być:
- specjalne pożegnanie przed szkołą – nasze to „gest tajny" wymyślony przez córkę, który zmienił się już chyba dziesięć razy,
- wspólne mycie naczyń z muzyką – tak, mycie naczyń może być fajne,
- „jedno słowo dnia" – każdy mówi jedno słowo opisujące swój dzień. Tyle. Trwa trzydzieści sekund.
Chodzi o regularność, nie o rozmach. Mały rytuał powtarzany sto razy jest wart więcej niż wielka wyprawa raz w roku.
Co zyskujesz jako tata?
Słuchaj, nie będę udawać, że to tylko dla dzieci. Rytuały dają też tobie konkretną rolę w rodzinie. Ty jesteś tym, który czyta przed snem. Ty robisz sobotnie naleśniki. Ty zaczynasz „jak minął dzień". To brzmi skromnie, ale dzieci zapamiętują właśnie to – nie to, że byłeś perfekcyjny, ale że byłeś. Regularnie. Przewidywalnie. Ich.
Za dwadzieścia lat twój syn nie powie: „Tato kupił mi fajny rower." Powie: „Tato zawsze czytał mi przed snem." I to jest właśnie ta różnica.
Zacznij od jednej rzeczy
Nie musisz wywracać całego tygodnia do góry nogami. Wybierz jeden rytuał. Jeden, konkretny moment w tygodniu, który będzie wasz. Nienaruszalny. Powtarzaj go przez miesiąc i obserwuj, co się dzieje – z dziećmi i z tobą.
U mnie zaczęło się od jednego pytania sześciolatka przed snem. Teraz to fundament naszej rodziny.
A jak to wygląda u ciebie? Macie jakiś rytuał, który szczególnie lubicie? Albo próbowałeś wprowadzić coś nowego i nie wyszło – dlaczego? Napisz w komentarzu – jestem naprawdę ciekaw, bo każda rodzina ma tu swój przepis i chętnie go poznam.