Syn i emocje: jak rozmawiać, żeby go nie "zmiękczyć"
Emocje

Syn i emocje: jak rozmawiać, żeby go nie "zmiękczyć"

4 min czytania 672 słów Emocje

Długo myślałem, że rozmowa z synem o uczuciach to ryzyko – że zrobię z niego mięczaka. Myliłem się, i to konkretnie. Oto co zmieniło moje podejście i kilka rzeczy, które naprawdę działają.

Zaczynało się zawsze tak samo

Kacper miał osiem lat, kiedy wrócił ze szkoły z zaciśniętymi zębami i wbił wzrok w podłogę. Wiedziałem, że coś się stało. Zapytałem: „Co jest?". Wzruszył ramionami. „Nic". I tyle. Siedziałem przy nim przez chwilę, po czym powiedziałem: „No dobra, jak chcesz gadać, to jestem." I poszedłem do kuchni. Czułem się jak dobry tata. Dałem mu przestrzeń, prawda?

Dopiero kilka lat później dotarło do mnie, że tak naprawdę dałem mu tylko przyzwolenie na zamknięcie się. Nie byłem przy nim – byłem obok. To spora różnica.

Skąd w ogóle ten strach przed „zmiękczaniem"

Myślę, że większość z nas, tatusiów wychowanych w latach 80. i 90., dostała ten sam komunikat: chłopak nie płacze, chłopak daje radę, chłopak idzie do przodu. Emocje były czymś, z czym się szło do pokoju i zostawiało za zamkniętymi drzwiami.

I teraz, kiedy sami jesteśmy ojcami, boimy się, że jak posadzimy syna i zapytamy „co czujesz?", to… co? Że wyrośnie na kogoś, kto nie da sobie rady? Że nie będzie umiał funkcjonować w „prawdziwym świecie"? Bzdura. Prawdziwy świat pełen jest sytuacji, gdzie trzeba umieć nazwać, co się czuje – żeby podjąć dobrą decyzję, żeby nie eksplodować w złym momencie, żeby być z kimś blisko.

Twardość to nie głuchota na emocje. Twardość to umiejętność przeżycia emocji i pójścia dalej. To chciałbym żeby mój syn wiedział.

Co konkretnie zmieniam w rozmowach z synem

Nie mówię tu o terapeutycznych sesjach przy świecach. Mówię o małych rzeczach w zwykłych dniach.

  • Zaczynam od siebie. Zamiast pytać „co czujesz?", mówię: „Wiesz, dziś miałem w pracy taką sytuację i szczerze – byłem wkurwiony. Nie wiedziałem co z tym zrobić." Kiedy on widzi, że ja też to mam i o tym mówię – otwiera się szybciej niż przy jakimkolwiek pytaniu.
  • Nie gonię za odpowiedzią. Jak milczy, to milczę razem. Gramy w karty, jedziemy samochodem, siedzimy przed telewizorem. Wiele najważniejszych rozmów z Kacprem odbyło się gdy patrzyliśmy przed siebie, nie na siebie.
  • Nazywam to, co widzę – bez oceniania. „Widzę, że jesteś naburmuszony" albo „wyglądasz jakbyś miał dość" to coś innego niż „dlaczego ty zawsze tak dramatyzujesz?". To drugie zamyka. To pierwsze mówi: widzę cię.
  • Nie naprawiam od razu. Tata-odruch to szukanie rozwiązania. Kolega zawinił? To mu powiedz tak i tak. Nauczyciel był niesprawiedliwy? To jutro idź do niej i… Stop. Czasem syn nie chce rozwiązania. Chce żebym po prostu był i słuchał. Uczę się to odróżniać.
  • Podkreślam siłę, nie słabość. „To, że mi o tym mówisz – to wymaga odwagi." Serio. Chłopcy słyszą od świata, że mówienie o uczuciach to słabość. Ja chcę żeby mój syn wiedział, że u mnie jest odwrotnie.

Raz się posypałem i to był przełom

Był taki wieczór – po bardzo złym dniu w pracy – kiedy Kacper przyszedł po raz trzeci z rzędu z jakimś dylematem ze szkoły i ja, zamiast słuchać, powiedziałem: „Kacper, daj mi chwilę, bo ja też mam teraz ciężko." Zamarłem. Bałem się, że go zawiodłem.

A on usiadł i powiedział: „Co ci jest, tato?"

I przez kwadrans to on słuchał mnie. Ośmiolatek. Potem zagadał o swojej sprawie i jakoś rozwiązaliśmy to razem. Wróciłem do łóżka i pomyślałem – właśnie tak to powinno działać. Nie tata-skała i syn-problem. Dwóch facetów, którzy rozmawiają.

To nie jest „zmiękczanie" – to jest wyposażanie

Chcę żeby mój syn za dwadzieścia lat umiał powiedzieć partnerze, że jest mu smutno. Żeby umiał rozpoznać, kiedy jest przeciążony i zanim się posypie – zareagował. Żeby jako ojciec umiał być przy swoim dziecku, nie tylko obok niego.

To nie ma nic wspólnego z mięczakowatością. To jest wyposażanie go w narzędzia, których nam – naszemu pokoleniu – po prostu nie dano. I które sami musieliśmy zdobywać po omacku, często za późno.

Nie jestem idealnym tatą. Nadal zdarza mi się uciec w „no daj spokój, jakoś to będzie". Ale coraz rzadziej.

A Ty? Jak rozmawiasz ze swoim synem – albo córką – o tym, co w środku? Masz swój sposób, który działa? Albo coś, co totalnie nie wyszło? Napisz w komentarzu – naprawdę chętnie poczytam, bo tu każdy z nas uczy się od każdego.

← Wróć do bloga