Zmęczony tata też może być obecny. Oto jak to robię
Ojcostwo

Zmęczony tata też może być obecny. Oto jak to robię

4 min czytania 709 słów Ojcostwo

Wracasz do domu po ciężkim dniu i masz ochotę tylko na kanapę i ciszę. A tu dziecko biegnie do drzwi z krzykiem "TATA!". Znam to. I mam dla ciebie kilka sposobów, żeby nie czuć się z tego powodu jak najgorszy ojciec na świecie.

Ten wieczór, którego się wstydziłem

Jakieś pół roku temu wróciłem do domu po naprawdę koszmarnym dniu. Dwa spotkania, awaria systemu, szef na głowie i korek na obwodnicy jako wisienka na torcie. Wszedłem przez drzwi, rzuciłem torbę i dosłownie opadłem na fotel. Mój sześcioletni Franek podbiegł z jakimś rysunkiem w ręku – coś narysował specjalnie dla mnie. Powiedziałem: "Zaraz, synku, tata jest bardzo zmęczony." I wziąłem telefon.

Minęło może pół godziny. Franek bawił się sam w kącie pokoju. Rysunek leżał na stole. Nikt go nie obejrzał. Tego wieczoru poczułem się naprawdę podle. Nie dlatego, że byłem zmęczony – bo byłem, naprawdę. Ale dlatego, że odpuściłem zbyt łatwo, nawet nie próbując.

Od tamtego momentu zacząłem szukać sposobów, żeby być obecnym tatą nawet wtedy, gdy bak jest pusty. I nie mówię tu o cudach. Mówię o małych, konkretnych rzeczach.

Pierwsze 10 minut to wszystko

Przeczytałem gdzieś, że dzieci najbardziej potrzebują cię przez pierwsze kilkanaście minut po twoim powrocie. Potem potrafią wrócić do swoich spraw. Sprawdziłem to na własnej skórze – działa.

Teraz mam taki rytuał: zanim wejdę do domu, siedzę przez chwilę w samochodzie. Dwie minuty. Głęboki oddech, odkładam telefon na schowek. Mentalnie "przełączam się". A potem wchodzę i przez pierwsze 10-15 minut jestem tylko dla Franka. Bez telefonu, bez przeglądania maili, bez telewizora w tle.

Te kilkanaście minut kosztuje mnie niewiele, a dla niego znaczy ogromnie. Naprawdę.

Aktywności, które nie wymagają od ciebie energii (a dziecku dają radość)

Nie każda wspólna chwila musi być wycieczką na rower albo godzinnym budowaniem z klocków. Kiedy jestem padnięty, sięgam po rzeczy, które możemy robić razem, ale które mnie nie kosztują wiele:

  • Czytanie na głos – leżę na kanapie, Franek wtula się pod ramię, ja czytam. Odpoczywam i jestem z nim. Win-win.
  • Rysowanie obok siebie – daję mu kartkę i sam też biorę. Nie muszę być kreatywny, wystarczy że siedzę obok i bazgrzę cokolwiek. On i tak jest zachwycony.
  • Słuchanie jego opowieści – brzmi banalnie, ale to jest niedoceniany superskill. Kładę się na dywanie, on mówi, ja słucham i zadaję pytania. Nie potrzebuję do tego energii – tylko uwagi.
  • Wspólne gotowanie czegoś prostego – kanapki, omlet, naleśniki. Dziecko ma poczucie misji, a ty i tak musiałeś coś zjeść.
  • Oglądanie jednego odcinka ulubionej bajki razem – tak, bajka. Ale oglądana razem, z komentarzami i pytaniami, to nie jest "odpuszczanie". To jest bycie obok.

Mów wprost. Dzieci to rozumieją.

Przez długi czas myślałem, że muszę udawać przed Frankiem, że wszystko jest OK. Że tata jest zawsze energiczny i gotowy do zabawy. To był błąd. Dzieci nie są głupie – one widzą, że jesteś zmęczony. I jeśli nic nie mówisz, same sobie to tłumaczą. Często źle.

Teraz mówię wprost: "Franek, tata dzisiaj jest mocno zmęczony. Nie będę dziś biegał po ogrodzie, ale możemy poczytać razem albo porysować. Co wolisz?" I wiesz co? On to przyjmuje. Wybiera. I jest zadowolony, bo ma wybór i czuje, że go szanujesz.

To uczy go przy okazji czegoś ważnego: że dorośli też mają gorsze dni i że można o tym mówić.

Jakość kontra ilość – stare powiedzenie, które jest prawdziwe

Słyszałeś pewnie tysiąc razy, że liczy się jakość czasu, nie ilość. Przez lata myślałem, że to wymówka zapracowanych rodziców. Teraz wiem, że to po prostu prawda.

Godzina spędzona z dzieckiem, ale z telefonem w ręku, z myślami gdzieś indziej – to nie jest godzina dla dziecka. To jest godzina obok dziecka. Różnica jest ogromna.

Natomiast 20 minut, podczas których naprawdę jesteś – patrzysz mu w oczy, śmiejesz się z nim, słyszysz co mówi – to jest coś, co on zapamięta. Serio.

Pozwól sobie na gorszy dzień

Na koniec rzecz najważniejsza, której sam długo nie mogłem sobie powiedzieć: masz prawo być zmęczony. Nie jesteś złym ojcem dlatego, że nie masz dziś siły na godzinę zabawy w piratów. Jesteś człowiekiem. Franek potrzebuje dobrego taty – a dobry tata to nie tata doskonały, tylko tata prawdziwy.

Każdy z nas ma takie wieczory, gdy bak jest pusty. Ważne, żeby nawet wtedy nie znikać całkowicie. Żeby być obok, choćby po cichu, choćby na kanapie z książką.

Bo dla dziecka liczy się jedno: że jesteś.

A jak wy radzicie sobie z takimi wieczorami? Macie swoje sposoby na bycie obecnym, gdy macie ochotę tylko zapaść się w kanapę? Napiszcie w komentarzach – naprawdę jestem ciekaw, bo ciągle szukam nowych pomysłów!

← Wróć do bloga